Rozdział drugi
Znowu to samo... Wnerwiający budzik obudził mnie o nieprzyzwoicie wczesnej porze. Z westchnięciem godnym konającego leniwca zsunęłam się z łóżka i poszłam do kuchni. Herbata. Potrzebowałam herbaty. Dużo herbaty. Najlepiej z cytryną. Wstawiłam wodę i sięgnęłam do lodówki po cytrynę, ale... - KURWA MAĆ!!! KTO MI ZAJEBAŁ MOJĄ CYTRYNĘ?! - wrzasnęłam na całe mieszkanie, ale po chwili przypomniałam sobie, że mieszkam sama. No tak... Muszę się wybrać do sklepu, ale najpierw muszę się ubrać. Nie... Wreszcie doszłam do sklepu. Szybko odnalazłam cel mojej wycieczki, czyli dział z cytrynami. Tylko którą wybrać? Zaczęłam macać owoce by sprawdzić, która cytryna będzie najodpowiedniejsza. Nagle jedna z nich wypadła mi z ręki i potoczyła się po podłodze. Wysapałam w irytacji jakieś przekleństwo i schyliłam się by podnieść owoc, który zamierzałam kupić, ale w tej samej chwili w polu mojego widzenia pojawiła się para czarnych konwersów. Po chwili jakiś chłopak schylił się i...